poniedziałek, 27 kwietnia 2015

♪Say Goodnight

jestem, kurwa, załamana... siedzę na łóżku i wyję z pierdolonej bezsilności. to jest niepojęte jak bardzo cyferki, zwykłe cholerne liczby mogą człowieka złamać na wpół; sprawić, że nagle wszystko rozpada się na miliony srebrnych kawałków i nic już nie jest się w stanie zobaczyć...
nie widzę nic przez łzy i strach, który ogarnia mnie niczym zimowa płachta w nienaturalnie wiosenny dzień. co ja mam teraz zrobić? jak ja mam się pozbierać i brnąć dalej? nie mam już siły, naprawdę - fakt, już dawno mnie one opuściły, ale jakoś jeszcze dawałam sobie radę. ale teraz? nawet jeśli mi się uda wyjść jakimś pierdolonym cudem na ostatnią prostą z tego gówna, to jak ja poradzę sobie później? przecież ja już usycham... a nie chcę na ostatni rok zaczynać w nowym miejscu wśród nowych ludzi, których już nienawidzę.

wtorek, 21 kwietnia 2015

♪She keeps me up

[...] Tak jak Ty mi powiedziałaś dzisiaj, że pewnych rzeczy nie powinno się mówić tylko zachować dla siebie. A przyjdzie być może na to pora i miejsce i czas to wtedy samo się "powie"

nie, że mi się spieszy z tym, ale co będzie dalej...?

środa, 15 kwietnia 2015

radość z nieznanego

Loeyndomsriss

stała na balkonie i patrzyła na zachodzące słońce. chłodne barierki delikatnie wrzynały się w jej skórę, tworząc kwieciste wzory na nagim ciele. wiatr, który towarzyszył jej odkąd stała na świeżym powietrzu, co chwila przynosił wraz ze sobą nowe zapachy. może nie były one do końca nowe, ale za każdym razem inne; ostre, słodkie z nutką melancholii oraz gorzkie z domieszką słonych łez. właśnie te zapachy sunące razem z nieznanym wiatrem traciły swój urok.  z a n i k a ł y. stopniowo traciły swoją barwę.
natrafiła się okazja aby zacząć żyć na nowo. z każdym dniem coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że nic już jej nie ogranicza, że nic nie ciąży jej na sercu, a jej dusza jest wolna jak nigdy dotąd. tylko... dziwnie jej z tym było. przez bardzo długi czas była związana i przyzwyczaiła się do bycia czyjąś. a teraz? cieszy się z nieznanego.
powoli zaczął docierać do niej cały świat. nowe znajomości, słowa, uściski. wszystko wokół niej było zupełnie nowe i inne. jeszcze nigdy nie patrzyła na kubek z kawą tak jak teraz. każda rzecz była wyraźniejsza, bardziej materialna, smak ostrzejszy a zapach intensywniejszy. po prostu zaczęła żyć tak jak do tej pory chciała...
wtem, wiatr przyniósł ze sobą nowy, zupełnie obcy zapach. mieszanka męskich perfum, wrażliwego charakteru w twardym ciele oraz silnych zapracowanych dłoni, które grzeją na każdym wieczornym spacerze, kiedy zimno.
zupełnie się tego nie spodziewała. owszem, tęskniła za ciepłem drugiego ciała, za nieśmiałym dotykiem i tymi wspaniałymi początkami, które stopniowo rozgrzewają od środka. jednak zaskoczeniem było dla niej to, że nastąpiło to szybko jeszcze zanim całkowicie uwolniła się z zardzewiałych uczuć.
słońce już prawie zaszło. nieznajomy zapach przybierał na sile oraz barwie. podekscytowanie i radość, jakie jej towarzyszyły również zaczęły rosnąć i wypełniać jej nowo narodzone serce. nawet jeśli coś pójdzie nie tak to nie jest teraz sama - dzięki temu Nieznajomemu więcej się uśmiecha, wychodzi do ludzi, walczy o idealną siebie jak nigdy dotąd i wita nowy rozdział z uśmiechem mimo nieznanego.


dawno mnie tu nie było, prawda? wiele się wydarzyło. w sumie: wszystko się wydarzyło. zmiany o sto osiemdziesiąt stopni. mimo ostatecznego rozstania nie załamałam się, nie płakałam. wręcz przeciwnie: zaczęłam korzystać z życia, wyszłam do ludzi i jestem śmielsza. w końcu czuję, że oddycham czystym powietrzem. nie jestem już niczym uwiązana ani nic nie ciąży mi na sercu. radość z nieznanego - wróciłam.